Góra Czantoria Mała 866 m n.p.m. – szczyt. W mgnieniu oka dochodzimy spokojnie do połowy szlaku albo i nawet dalej. Prowadzimy siebie na przemian. Raz ja ciągnę tę grupę, raz Mati z Mają są na przodzie. Ostatecznie to oni pierwsi łączą się z czarnym szlakiem z Podlesia, który blisko szczytu do nas dołącza. Wraz z nim chwilę Kolejką na Kasprowy. Od razu dobra rada: zarezerwujcie bilety przez internet z wyprzedzeniem, w przeciwnym razie na oczekiwanie w kolejce do kasy spędzicie kilka godzin. Ceny (zakup online): w dwie strony – 119 zł osoba dorosła, 99 zł dziecko 5-26 lat, 79 zł dziecko do lat 5. Żółty szlak: Klimczok – Błatnia (1 godzina 35 minut + dojście na Klimczok) Przyjemna trasa poprowadzona leśną ścieżką z Klimczoka. W trakcie wędrówki wydatnie obniżamy wysokość bo Klimczok to 1117 m n.p.m., a Błatnia to góra o wysokości 917 m n.p.m. Powrót też nie powinien nastręczyć problemów. Zakopane to najlepsze miejsce na wczasy z takim dzieckiem. Moja córa ma 13 miesięcy sama wiem że w takim wieku nie ma zbytnio problemów z dzieckiem. Na Kasprowy wjechać i zjechać . Zastanawiacie się, czy warto iść z dziećmi w góry? Od czego zacząć? Które szlaki tatrzańskie będą dla nich odpowiednie? Nasze dzieci – 7-letnia Kalina i 10-letni Maciek zaczęli swoją przygodę z Tatrami od wejścia na Nosal i Wielki Kopieniec. Tego samego dnia! Pamiętacie pierwszy szczyt, który w życiu zdobyliście? Ja pamiętam. Było lato, druga połowa lat 80-tych, skończylam właśnie pierwszą klasę podstawówki i wyjechałam na pierwsze w życiu kolonie. Oprócz spacerów po okolicy i spływu Dunajcem, kadra zafundowała nam jedną bardziej ambitną wycieczkę: weszliśmy na Sokolicę. Do dziś pamiętam zmęczenie pomieszane z satysfakcją towarzyszące odpoczynkowi na górze. Pamiętam też, że następnego dnia wysłałam do rodziców kartkę, w której napisałam, że zdobyłam szczyt – nazwałam go szczytem moich możliwości. Potem w góry zaczęłam jeździć regularnie, po kilka razy w roku jeździłam w Bieszczady, Beskidy i Góry Świętokrzyskie, ale o ile dobrze pamiętam, wtedy na koloniach, wspinając się na tę moją pierwszą górę, zastanawiałam się za jakie grzechy, i obiecywałam sobie, że nigdy więcej, żadnych gór! Po co ludzie sobie to robią? Mniej więcej to samo usłyszałam ponad 30 lat później, towarzysząc Maćkowi i Kalinie w zdobywaniu ich pierwszego szczytu: Nosala. Widoki ze szlaku na Nosal Jadąc do Zakopanego wiedzieliśmy, że chcemy połazić po górach. Nie znamy zbyt dobrze Tatr, więc nie do końca byliśmy pewni, które szlaki będą nadawały się do wędrówki z dziećmi. Wiedzieliśmy za to, że doliny nam nie wystarczą, że chcemy pokazać dzieciakom świat widziany z góry. Przejrzeliśmy przewodniki, popatrzyliśmy na mapę, zerknęliśmy na blogi znajomych (specjalne podziękowania należą się tu specjalistom od Tatr – Kasi i Markowi z bloga Kasai), i zdecydowaliśmy, że na pierwszy ogień pójdzie Nosal. Nosal – pechowa góra Kiedyś Nosal był górą obleganą nie tylko latem, ale i zimą. Narciarska trasa powstała tutaj już w latach 50-tych i przez ponad pół wieku była najtrudniejszą trasą w Polsce – jedyną na której rozegrano Puchar Świata w narciarstwie alpejskim mężczyzn (w 1974 roku, więc nawet najstarsi górale mogą mieć problem, żeby to sobie przypomnieć). Paweł, jako jedyne dwie z ośmiu stóp miał nawet szansę zjechać z Nosala, tak mniej więcej pod koniec zeszłego wieku (jest jeszcze paru górali, którzy to mogą pamiętać). On w sumie wolałby o tym zapomnieć. Było to trzeciego czy czwartego dnia nauki jazdy na nartach. Nosal był cały oblodzony i tylko co kawałek wytworzyły się półki śnieżne, na których dawało się zahamować. Paweł umiał już co prawda po tych kilku dniach zakręcać, ale tylko w jedną stronę. Skończyło się zjazdem bardziej na tyłku niż na nartach, co w sumie, z perspektywy czasu, wydaje się dość zabawne. W dodatku przez oblodzenie i duże nachylenie stoku poszło całkiem szybko i sprawnie. Pawłowi jednak wtedy nie było do śmiechu i pod nosem przeklął tę górę. Jak się okazało skutecznie. Skomplikowana sytuacja prawna stoku (dół jest prywatny, góra leży już w Tatrzańskim Parku Narodowym a wyciąg jest w rękach Centralnego Ośrodka Sportu) spowodowała, że kompleks nie był remontowany i stopniowo popadał w ruinę. W końcu zamknięto go dla narciarzy w 2012 roku. Od tego czasu można jeździć tylko po oślich łączkach u podnóża stoku. Jako hamulcowego zmian wskazywano głównie na parkowych strażników. Mieli oni sprzeciwiać się koniecznym inwestycjom, co wiązałoby się choćby z wycinką drzew czy montażem urządzeń do naśnieżania. Ci twierdzili, że nie są przeciwko narciarzom, tylko chcą „dobrze ocenić tę kwestię”. Pod koniec 2018 roku w końcu dano zielone światło na zmiany i o ile wszyscy zainteresowani się dogadają (a życie pokazuje, że na Podhalu to jeszcze trudniejsze niż w innych częściach Polski), to niedługo narciarze wrócą na szczyt Nosala. A tak pozostaje nam letnia wędrówka po szlaku. Szlak na szczyt Nosala, co było dla nas trochę zaskoczeniem, przechodzi tuż obok nieczynnego wyciągu krzesełkowego. Dziesiątki tysięcy turystów przechodzą ledwie 30 metrów od urządzeń, które już od prawie 10 lat niszczeją na szczycie góry. Trudno je jednak dostrzec za linią drzew, a do schodzenia ze szlaków w Tatrzańskim Parku Narodowym nie zachęcamy. Nosal – gdzie zajrzeć przed wejściem na szlak? Nosal tym bardziej musiał się znaleźć na naszej liście szczytów do zdobycia, iż nasze mieszkanko od Golden Vacation Club było reklamowane jako apartament z widokiem na Nosal, a skoro górę mieliśmy za oknem, to nie mogliśmy przecież jej odpuścić. Poza tym Nosal to naprawdę łatwy szczyt, który oferuje piękne widoki Tatr. Dodatkowo początek szlaku jest w odległości spaceru od większości popularnych dzielnic Zakopanego. Odpada więc stanie w korkach, czy wydawanie pieniędzy na busy albo parking. Z naszego mieszkanka na Pardałówce wyszliśmy koło godz. 10. Pogoda była piękna, więc na piechotę doszliśmy do początku szlaku na końcu Bulwarów Słowackiego niedaleko Murowanicy. Te 2 kilometry przez miasto były dobrą rozgrzewką przed tym, co miało nas czekać. Dodatkowo rozpaliło w nas potrzebę ucieczki w góry. Zakopane w sezonie o tej porze staje bowiem w korkach. Zewsząd ciągną sznury samochodów, a na chodnikach na drodze do Kuźnic ustawiają się naganiacze ściągający kierowców na parkingi, zarzucający przy okazji piechurów ofertą nie do odrzucenia – podwózki busikiem pod kolejkę na Kasprowy Wierch (całe 1,5 km). Ten piękny krajobraz kulturowy tak nas zmotywował, że darowaliśmy sobie wizytę przy Tamie pod Nosalem powstrzymującej wody potoku Bystra oraz spacer po zespole dworsko-parkowym im. hrabiego Władysława Zamojskiego, w którym znajduje się główna siedziba Tatrzańskiego Parku Narodowego. Rozważaliśmy jeszcze powrót w tę okolicę w inny dzień, ale niestety nie zdążyliśmy. A szkoda, bo w Kuźnicach za darmo można nie tylko pospacerować po parku, ale też zobaczyć dwie wystawy. Jedna to kolekcja wypchanych zwierząt Antoniego Kocyana, druga poświęcona jest rodzinie Zamoyskich i historii ich związków z Zakopanem. Wstęp na obie jest bezpłatny. Nieco dalej w Kuźnicach jest też bacówka Andrzeja Staszla „Furtka”. Podobno wyrabia on jedne z najlepszych oscypków w Zakopanem i okolicach. Cóż – nas wzywały góry, zajrzymy kolejnym razem. Nosal – rodzinny szczyt na pierwsze wspinanie Tuż za wejściem na szlak i budką Tatrzańskiego Parku Narodowego (jednorazowy bilet do Parku: 5/2,5 zł (normalny/ulgowy), zaczęło się strome podejście. Wspinając się po kamieniach i korzeniach raz po raz słyszeliśmy od dzieci: „Mama, poczekaj!”, „Nie mam siły”, „Nie idę dalej, wracamy!”, „Nie dam rady, daleko jeszcze?” a także kilka zdań na temat sensowności górskich wędrówek. Zwłaszcza Kaliny nie były w stanie przekonać piękne widoki, towarzyszące nam prawie przez całą drogę, ani to, że wśród otaczających nas tłumów, było sporo dzieciaków młodszych od niej, nawet – na oko – 4-letnich. Szczęśliwie w całym tym narzekaniu więcej było chęci narobienia hałasu niż faktycznego braku sił. Już po mniej więcej 45 minutach – według strzałki na dole droga na szczyt zajmuje 50 minut – byliśmy u celu, na wysokości 1206 m Nie było łatwo zdobyć wygodne miejsce z widokiem. Nosal mimo stromego podejścia, jest stosunkowo łatwy do zdobycia, stąd jego popularność także wśród rodzin z dziećmi, a co za tym idzie, tłumy na szlaku i na samej górze. Szlak ma kilometr długości, a różnica wysokości to 250 metrów. Do płaskich więc nie należy, ale w sumie to bardzo optymalna dawka wysiłku dla ambitnych mniejszych lub już trochę zmęczonych życiem i wychowaniem potomstwa większych piechurów. I tak, gdy w końcu udało nam się usiąść, napić zimnej wody i rozejrzeć wokół, w oczach Maćka i Kaliny dostrzegliśmy błysk – połączenie zmęczenia z dumą i z zachwytem tym, co widzą. Wiedzieliśmy już, że wracać będziemy dłuższą drogą, i że nasza pierwsza rodzinna wycieczka w góry na pewno nie będzie ostatnią. Entuzjazm 1206! Nosal – gdzie ruszyć po zdobyciu szczytu? Nasz wstępny plan zakładał powrót przez Jaszczurówkę, lub, jeśli nie dopisałaby pogoda (albo humory), do Kuźnic. Jednak po dość stromym zejściu na Nosalową Przełęcz, widząc dzieci w znakomitych humorach i prawie bezchmurne niebo zdecydowaliśmy, że idziemy jak najdalej, póki starczy nam sił i zapału. Pozostaliśmy więc na zielonym szlaku, z którego na Nosalowej Przełęczy skręciliśmy na żółty szlak w stronę Polany Olczyskiej, gdzie ze szczytu Nosala dotarliśmy po mniej więcej 30 minutach przyjemnego spaceru. No dobrze, tuż szczytem jest fragment, który wywołał u jednej Pani okrzyk: „o Jezus Maria, za żadne skarby tam nie wejdę”, ale chwilę później przeszła tamtędy czeska rodzina z dziećmi z lekkim porażeniem mózgowym, więc naprawdę da się przy odrobinie wysiłku. Polana Olczyska stanowiła niegdyś centrum Hali Olczysko, która w XVIII wieku należała do górali z Białego Dunajca. Stało na niej wtedy około 20 budynków, z których do obecnych czasów zachowały się trzy. Tak przynajmniej wyczytaliśmy w internecie, sami minęliśmy jedną chałupę i nie mamy pojęcia, gdzie się schowały pozostałe dwie. Dziś wydaje się, że budynki musiały stać naprawdę blisko siebie, ale to tylko wrażenie. Polana od tamtych czasów zdążyła mocno zarosnąć i, co za tym idzie, jest teraz znacznie mniejsza. Na Polanie znów mamy do podjęcia decyzję: powrót – jak zakładaliśmy początkowo – zielonym szlakiem do Jaszczurówki, albo – i na taką opcję się zdecydowaliśmy – podejście na Wielki Kopieniec (1328 m Wydawało się, że to bardzo łatwa rzecz po zdobyciu Nosala – podobna różnica wysokości (280 m, bo Polana jest na wysokości 1048 m ale drugi szczyt tego samego dnia był dla nas dalej i wyżej niż się spodziewaliśmy. Za to, ku naszemu zaskoczeniu, dzieciaki zniosły tę część trasy zdecydowanie dzielniej niż wejście na Nosal. Sam Wielki Kopieniec można ominąć idąc wprost na Polanę Kopieniec, my jednak uznaliśmy, że skoro już tu jesteśmy, to szkoda by było nie zdobyć drugiego tego dnia szczytu. Od Polany Olczyskiej to jakieś 40-50 minut dość intensywnego podejścia i dodatkowe 10 minut wspinaczki na sam szczyt – to ta część, którą można pominąć, ale zdecydowanie polecamy zacisnąć zęby, otrzeć pot z czoła i wdrapać się na Wielki Kopieniec. Widoki są fenomenalne a ludzi zdecydowanie mniej niż na Nosalu. Dalej było już z górki, i to dosłownie. Przez Polanę Kopieniec zielonym szlakiem zeszliśmy do Toporowej Cyrhli, gdzie na swojej pętli czekał na nas autobus linii „11”. Odjechał ledwie kilka minut później, prawie zgodnie z rozkładem. Przez chwilę nawet pomyśleliśmy, że kupno tygodniowego biletu rodzinnego i oparcie swoim podróży po Zakopanem na publicznym transporcie nie było takim złym pomysłem. Ale kilka kolejnych dni miało nam pokazać, że tu się jednak myliliśmy. Zanim jeszcze zeszliśmy do Cyrhli, po drodze kupiliśmy Maćkowi i Kalinie w budce TPN książeczki GOT czyli Górskiej Odznaki Turystycznej. Na początku udawali, że zupełnie im nie zależy na punktach, i wcale nie zamierzają wracać w góry, jednak już pod koniec wyjazdu domagali się zdobycia ostatnich punktów dzielących ich od pierwszej odznaki, a żal, że nie wróciliśmy do wejścia na szlak na Nosal po pieczątkę pozostał w nich do dzisiaj. Więcej o tym czym jest GOT i jak zdobywać odznaki przeczytacie w naszym poprzednim wpisie. Jeśli ominęliście bacówkę w Kuźnicach, to możecie nadrobić oscypkowe braki tuż przed zejściem ze szlaku w Cyrhli. Jest tam bacówka, ale mimo że mijaliśmy ją w czasie tego wyjazdu dwukrotnie (drugi raz wracając z Rusinowej Polany), to jakoś ani razu się w niej nie zatrzymaliśmy. Gdybyście tam zajrzeli, to podzielcie się w komentarzach wrażeniami! Trasa: Murowanica – Toporowa Cyrhla | Za gościnę w Zakopanem dziękujemy Golden Vacation Club należącym do Holiday Travel Center – firmy z ponad 20-letnim doświadczeniem w oferowaniu produktów wakacyjnych najwyższej jakości. -> Tatry -> Opisy szlaków NA KASPROWY WIERCH (1987m) Z DOLINY GĄSIENICOWEJ Kasprowy Wierch - stacja meteorologiczna Żółty szlak na Kasprowy Wierch należy do najłatwiejszych szlaków w rejonie Doliny Gąsienicowej. Nie występują na nim trudności techniczne, a z widokowej ścieżki roztacza się ładna panorama na otoczenie Doliny Gąsienicowej ze Świnicą, Kościelcem i Granatami. Po osiągnięciu grani piękne widoki na stronę Doliny Cichej, z Krywaniem i skalistym murem Hrubego Wierchu. Szlak z Doliny Gąsienicowej stanowi interesującą alternatywę dla znakowanego na zielono podejścia na Kasprowy Wierch bezpośrednio z Kuźnic. Zielony szlak jest bardziej stromy i monotonny. Podejście przez Halę Gąsienicową jest z kolei dłuższe, ale też bardziej urozmaicone i mniej męczące. Połączenie wjazdu kolejką linową na Kasprowy Wierch, z zejściem żółtym szlakiem, stanowi ciekawy wariant dotarcia w rejon Doliny Gąsienicowej. Świnica i Krywań Ze Schroniska Murowaniec żółty szlak prowadzi w kierunku południowo-zachodnim. Tuż za schroniskiem odbija w lewo niebieski szlak nad Czarny Staw Gąsienicowy. Ścieżka na Kasprowy Wierch wnosi się nieznacznie pośród kosodrzewiny. Z prawej strony dochodzi wkrótce skrót z Betlejemki. Hala Gąsienicowa, w tle Kościelec i Świnica Betlejemka, w tle Pośrednia Turnia, Skrajna Turnia i Beskid Beskid i Kasprowy Wierch Murowaniec Hala Gąsienicowa Dalej widokową drogą, kilkaset metrów do rozstaju szlaków. Towarzyszący od Murowańca czarny szlak odbija ku Świnickiej Przełęczy. Kończysta, Żółta Turnia i Granaty Świnica Świnica i Kościelec Żółty szlak wznosi się coraz bardziej stromo, z ładnym widokiem na Świnicę i Kościelec. Przechodząc pod linami kolejki krzesełkowej doprowadza wkrótce do następnego rozwidlenia. Odłącza się tutaj zielony szlak na Przełęcz Liliowe. Rozstaj z zielonym szlakiem na Liliowe Powyżej rozstaju droga na Kasprowy Wierch wspina się równolegle do wyciągu krzesełkowego. Ze szlaku widoczne są stawy zachodniej części Doliny Gąsienicowej, w tym największy z nich – Zielony Staw. Podejście na Kasprowy Wierch Kościelec, Świnica i Zielony Staw Zielony Staw i Kościelec W górnej części ścieżka obchodzi łukiem Kasprowy Kocioł. Wznosząc się równomiernie wyprowadza na grań, którą osiąga w obniżeniu Suchej Przełęczy. W kierunku południowym otwiera się panorama na Tatry Zachodnie oraz otoczenie Doliny Cichej z Liptowskimi Kopami i piramidą Krywania. Sucha Przełęcz - widok na Tatry Zachodnie Sucha Przełęcz Sucha Przełęcz - drogowskazy Wieczorne Tatry Zachodnie Kasprowy Wierch Z Suchej Przełęczy szeroka droga prowadzi do górnej stacji kolei linowej z Kuźnic. Szczyt Kasprowego Wierchu wnosi się kilkanaście metrów powyżej stacji. Na północnym krańcu wierzchołka stoi budynek obserwatorium meteorologicznego. Panorama z Kasprowego Wierchu w kierunku Tatr Wysokich obejmuje otoczenie Doliny Gąsienicowej z Granatami, Kościelcem, Kozim Wierchem oraz Świnicą, a także szczyty słowackie z Granią Hrubego i Krywaniem. Widok ku Tatrom Zachodnim obejmuje między innymi Giewont, Czerwone Wierchy, Bystrą oraz Starorobociański Wierch. Granaty, Kościelec i Kozi Wierch Wagonik kolei linowej na Kasprowy Wierch Wagonik kolei linowej na Kasprowy Wierch Widok z Kasprowego Wierchu na Świnicę Widok na Krywań i Hruby Wierch Giewont Na szczycie Kasprowego Wierchu Przez Kasprowy Wierch przebiega znakowany na czerwono szlak graniowy. W kierunku zachodnim można nim dojść na Czerwone Wierchy, a jego wschodnia kontynuacja prowadzi na Świnicę. Z Kasprowego Wierchu można zejść również zielonym szlakiem do Kuźnic. Panorama z Hali Gąsienicowej (1) Panorama z Hali Gąsienicowej (2) Panorama z Suchej Przełęczy Panorama z Kasprowego Wierchu -> Tatry -> Opisy szlaków Kuźnice parkingTatrzański Park Narodowy cennikMyślenickie TurnieKasprowy WierchKasprowy Wierch wysokośćHala GąsienicowaHala Gąsienicowa wysokośćPrzełęcz między KopamiPolana Jaworzynki Kasprowy Wierch kojarzy się wszystkim z kolejkami do kas biletowych (szczególnie w pełnym sezonie), w których trzeba spędzić nawet do kilku godzin. Zapewniam Was, że satysfakcja ze zdobycia szczytu na własnych nogach jest gwarantowana! My o Kasprowym myśleliśmy już od dawna, a że nadarzyła się idealna okazja, którą jest aktualnie trwający remont kolejki (do 22 listopada 2019 roku) spełniliśmy marzenie o dotarciu na ten popularny szczyt. Przy okazji świętując urodziny mojego męża. W skrócie o szlaku zielonym na Kasprowy Wierch: początek trasy nie wymaga od nas wysiłku, to taka mała rozgrzewka. Samo podejście pod Kasprowy jest męczące i strome, ale nie czarujmy się wejście na szczyty mierzące prawie dwa tysiące metrów musi wymagać od nas wysiłku. Na szlaku zielonym: brak sztucznych ułatwień, nie ma również niebezpiecznych odcinków. Nasz pięcioletni syn wyszedł na Kasprowy Wierch bez większych problemów. Podkreślę jednak, że raz w tygodniu jesteśmy w górach. Osobiście, nie zdecydowałabym się zabrać na ten szlak dziecka, które nie miało wcześniej styczności z tatrzańskimi szlakami. Trasa: Kuźnice (szlak zielony) – Myślenickie Turnie – Kasprowy Wierch – Hala Gąsienicowa – Przełęcz między Kopami – Polana Jaworzynki – Kuźnice Data: 27 wrzesień 2019 Dystans: około 16:50 km Czas trwania: 6:00 (sam przemarsz, z pięcioletnim dzieckiem) Minimalne wzniesienie: 1046 m Maksymalne wzniesienie: 2026 m Parametry z aplikacji endomondo Jednodniowe wyjazdy w Tatry wymagają od nas wczesnego wstania. Budzik ściągnął nas z łóżek o trzeciej rano. Trzeba było dopakować kilka rzeczy, zjeść pierwsze ‚wczesne’ śniadanie i ruszyć jak najszybciej w trasę. Na szczęście drogi były w miarę przejezdne i na miejsce dotarliśmy tylko pół godziny później niż planowaliśmy. Podczas jesiennych wycieczek należy pamiętać, że dzień jest coraz krótszy. Warto wrzucić do plecaka jakąś porządną latarkę. Różnie bywa, z doświadczenia wiem, że nie zawsze moment zejścia ze szlaku pokrywa się ze zrobionymi wcześniej obliczeniami. Kuźnice parking Dojeżdżamy do Zakopanego. Samochód parkujemy na ulicy Bronisława Czecha. Byliśmy zszokowani, ponieważ po raz pierwszy będąc w tym miejscu spotkaliśmy się z bezpłatnym parkingiem. Zawsze za cały dzień postoju płaciliśmy tu 20 zł. Podaję tę informację, ponieważ przypuszczam, że bezpłatne parkowanie jest tymczasowe. No dobrze czas dostać się do Kuźnic. Opcje są dwie. Można ruszyć pieszo asfaltową drogą (około 2 km), bądź zaoszczędzić siły i wsiąść do busa, bądź taksówki, które jeżdżą tu od rana do późnego wieczoru. Nie ma możliwości dojazdu do Kuźnic własnym samochodem. Przed nami dość długa trasa na Kasprowy, więc decydujemy się na przejażdżkę busem. Koszt to 3 zł od osoby (w dniu naszej wycieczki). Przyjaciółka płaciła w pełnym sezonie letnim za przejazd busem 5 zł. Ceny nie są jednakowe przez cały rok. Dojazd do Kuźnic trwa kila minut. Szukamy naszych zielonych znaków i z parkingu skręcamy w prawo, idziemy brukowaną drogą. Tatrzański Park Narodowy cennik Przechodzimy 170 metrów i skręcamy w lewo, zaraz za drogowskazem znajduje się kasa Tatrzańskiego Parku Narodowego, w której kupujemy bilety. Wejście dla osoby dorosłej to koszt równy 8 zł. Bilety ulgowe do TPN obowiązują dzieci od siódmego roku życia z legitymacją szkolną i kosztują 4 za kasą wchodzimy na kamienistą dróżkę, która jest szeroka i wiedzie wzdłuż potoku, prowadząc Doliną Goryczkową. Mamy za sobą km i przechodzimy przez drewniany 250 metrów (1 km) wchodzimy do lasu, nadal idziemy wzdłuż szumiącego km dochodzimy do drogowskazu informującego nas, że dojście do Kasprowego Wierchu zajmie nam jeszcze około 2 h 45 min. Szlak zielony z każdym krokiem staje się coraz bardziej kamienisty. km mijamy kolejny mostek, patrząc na prawo widać dolną oraz górną stację kolejki na Kasprowy Wierch. km nasz zielony szlak zawija w prawo, idziemy stromo pod górkę i znowu wchodzimy w las. Jest to dość przyjemny odcinek, ale muszę podkreślić, że momentami szlak pnie się w górę. Cały czas maszerujemy szeroką, żwirową drogą. km i mamy na horyzoncie kolejny drewniany mostek. Myślenickie Turnie km wychodzimy na Myślenickie Turnie położone 1354 m Znajduje się tu pośrednia (przesiadkowa) stacja kolejki prowadzącej na Kasprowy Wierch. W dniu naszej wycieczki trwały tutaj prace wysokościowe na linach kolejki. Panowie wzbudzali zainteresowanie turystów. Ja osobiście zazdrościłam im takiej pracy 😍 Sama bym pochodziła po takich linach mając za plecami Czerwone Wierchy oraz decydujemy się na pierwszy dłuższy przystanek. Zjadamy drugie śniadanie rozkoszując się wspaniałymi widokami. Przylatuje słodka sójka, która w ogóle nie boi się ludzi. Wyjada resztki – okruszki, które zostawili za sobą turyści. W tym miejscu nasz zielony szlak odbija w lewo, wchodzimy na leśną drogę, która zaczyna się piąć stromo w górę. Robimy parę kroków i wchodzimy na drewniano – kamienne schody. Moje pierwsze skojarzenie: jak na szlaku na Babią Górę ( najwyższy szczyt Beskidów , Królowa Beskidów) z Krowiarek ( Babia Góra szlak czerwony).Mamy za sobą już 5 km, a szlak robi się jeszcze bardziej stromy. Idziemy zakosami. Po drodze możemy podziwiać Halę Kalatówki , Przełęcz Kondracką oraz Halę Kondratową leżącą u stóp Giewontu, który oczywiście również jest widoczny. km dochodzimy do tarasu widokowego, gdzie gromadzi się dość dużo turystów. Robimy szybciutko kilka zdjęć i ruszamy dalej. W oddali unoszą się jeszcze efektowne, poranne mgiełki. Od tarasu idziemy zakosami stromo w górę, na szlaku ponownie mamy do czynienia ze skalnymi schodami. Cały czas towarzyszy nam widok na Czerwone Wierchy – Kopę Kondracką, która była pierwszym zdobytym przez nas dwutysięcznikiem (szlak na Kopę Kondracką) oraz Giewont. Pokonujemy 100 metrów, na szlaku jest coraz więcej kosodrzewiny, kierujemy się skalnym chodnikiem, na którym jest dość ślisko. Mamy za sobą niespełna 6 km ( km) zaczyna się bardzo strome podejście pod górę, pod stopami mamy km cały ten czas idziemy zakosami w górę, jest to bardzo stromy odcinek szlaku. Wynagradzają to przepiękne widoki. Idziemy koło krzesełkowego wyciągu narciarskiego, który prawdopodobnie też jest podczas przeglądów, ponieważ momentami się włącza, po czym staje na moment i znowu rusza. Nasz dzielny syn jest w centrum uwagi turystów. Cały czas nas ktoś zatrzymuje i pyta ile ten mały bohater ma lat. Wszyscy obstawiają, że nasz pięciolatek ma 7, 8 lat 🙂 Oj, wyrósł nam synuś, wyrósł…Podejście daje się we znaki. Oj, trzeba się wysilić, aby go pokonać. Powoli nabieramy coraz to większej końcu wyłania się widok na budynek Centrum Metrologicznego na Kasprowym Wierchu. Szczyt mamy w zasięgu wzroku. Kasprowy Wierch Kasprowy Wierch wysokość Kasprowy Wierch położony jest 1987 metrów km – dochodzimy do budynku Wysokogórskiego Obserwatorium Meteorologicznego na Kasprowym Wierchu. Po czym schodzimy bardzo stromo w dół (około 100 metrów) do górnej stacji kolejki na Kasprowym Wierchu – 1987 m Działa tu również Restauracja Poziom 1959, w której nasz synuś miał obiecaną zupkę. Niestety restauracja była zamknięta. Oj… cóż to było za rozczarowanie 😥 Widoki robią na nas duże wrażenie. Można się stąd udać na popularny wśród turystów wyjeżdżających kolejką dwutysięcznik noszący nazwę Beskid – 2012 m w planach powrót tym samym szlakiem. Zdecydowaliśmy się jednak przejść na żółty szlak i udać się na Halę Gąsienicową, która jest bardzo bliska mojemu sercu. Powiem Wam, że to był najlepszy wybór, jakiego mogliśmy dokonać. Hala Gąsienicowa jesienią… coś wspaniałego, ale o tym w dalszej części wpisu. Poza Beskidem można udać się stąd również na Świnicę (czarny szlak) – 2301 m lub zdecydować się na zejście czerwonym szlakiem przez Czerwone Wierchy , wspomnianą niejednokrotnie Kopę Kondracką, do której według drogowskazu jest 1 h 55 minut drogi. Według znaków na Halę Gąsienicową żółtym szlakiem pójdziemy 1 Kasprowego Wierchu rozciąga się bogata panorama na Granaty , Kościelec , Kozi Wierch , Zawratową, Niebieską, Gąsienicową Turnię oraz Świnicę, Starorobociański Wierch , Czerwone Wierchy , a także Giewont. Są widoczne również szczyty leżące na terenie Słowacji, w oddali widoczne jest miasto Zakopane. Poza tym widać licznie występujące w okolicy stawy. W tym Zielony Staw Gąsienicowy. Na Kasprowym robimy oczywiście dłuższą przerwę na zjedzenie małego co nieco, zrobienie zdjęć oraz odpoczynek. Tak jak wspominałam od budynku stacji kolejki idziemy żółtymi znakami, szeroką kamienistą – brukowaną drogą. Drogę urozmaica nam wspaniały widok na km dochodzimy do drogowskazu, który informuje nas, że zejście do Hali Gąsienicowej zajmie nam 55 minut. Przy drogowskazie skręcamy w lewo. Od teraz przez dłuższy czas będziemy już schodzić stromo w dół wąską dróżką mijając po drodze wspomniane wcześniej stawy (Zielony Staw Gąsienicowy). Dopiero na 9 kilometrze droga na chwilę łagodnieje. Przechodzimy 130 metrów i szlak odbija w prawo na Liliowe, do którego jest 55 minut km i mamy kolejny drogowskaz, według którego do Hali Gąsienicowej dojdziemy za 20 minut. Jest to również miejsce dojścia czarnego szlaku prowadzącego z Kuźnic do Świnickiej Przełęczy. Tutaj możemy podziwiać wspaniały Kościelec, który dosłownie z każdej strony wygląda kusząco…Aplikacja wskazuje, że od rana przeszliśmy km. Dochodzimy do kolejnego drogowskazu, który informuje nas, że odbijając w prawo Witajcie heeeeej ! Tytuł trochę z przymrużeniem oka, ale przecież do Zakopanego nie przyjeżdża się zawsze od zawsze, tylko na szczęście jest całe mnóstwo osób, którzy ze stolicą Tatr mają swój pierwszy raz. A jeżeli tak, to prędzej czy później pokusi Was "zdobycie" Kasprowego Wierchu. Pytanie jakie pewnie się pojawi -> kolejka czy nogi ? Jeżeli nie jesteście wprawieni w bojach, kondycja pozostała na domowym fotelu i jesteście wysokogórskimi bardziej niż amatorami to nie zastanawiajcie się tylko wybierajcie kolejkę linową w Kuźnicach. Dolna stacja kolejki linowej na Kasprowy Wierch w Kuźnicach. Marzenie każdego, czyli dojście do kasy. Aby nie było totalnie prosto pod dolną stację kolei linowej w Kuźnicach nie da się dojechać własnym samochodem (naszym zdaniem to akurat dobrze). Opcji jest kilka, które wydają się optymalne (raczej nie męczmy koni, szczególnie w upalne letnie dni). Pierwsza to busy z centrum Zakopanego (ot chociażby spod dworca) z napisem Kuźnice, które jeżdżą często i regularnie. To najlepsza opcja dla poruszających się po centrum Zakopanego pieszo, którzy nie chcą pieszo iść aż do Kuźnic. Opcja druga dla zmotoryzowanych - tak jak wspomnieliśmy autem nie podjedziemy więc trzeba je gdzieś zostawić. Polecamy wariant parkowania za 22,90 cały dzień wzdłuż ulicy Bronisława Czecha (to ta którą dojedziecie spod skoczni w kierunku Nosala). Jeżeli uda się zaparkować (kto pierwszy ten lepszy) to mamy do wyboru wsiąść do busa przy rondzie Jana Pawła II i zapłacić za podjazd 3 zł od osoby lub wsiąść do taksówki busa przed rondem i zapłacić 5 zł od osoby. Jest jeszcze trzeci sposób, czyli podejście do kolejki od ronda na piechotę. Sprawnie maszerując dojdziemy w 40 - 45 minut (niby to nieco ponad 2 kilometry, ale pod górkę). No i jesteśmy. Jeżeli dotarłeś pod dolną stację i nie widzisz kolejki do kasy, to prawdopodobnie jest godzina 22:00 lub deszczowy listopadowy dzień lub jest to ten jeden tydzień w roku w maju, gdy kolej linowa jest w konserwacji. Mniejsza lub większa kolejka jest zawsze. W szczytowych sezonach może się okazać, że w kolejce do kasy trzeba odstać kilka godzin. Kolejka do kolejki na Kasprowy Wierch może być naprawdę długa. Tutaj zaczynają się prawdziwe szachy. Strategii na pokonanie kolejki jest kilka. Z pewnością spotkacie tzw. koników, którzy za ok. dwukrotność ceny biletu zaproponują Wam kupienie biletu od nich bez stania w kolejce. Można ? Można... Jedną z opcji - tańszą - jest zakup biletu z rezerwacją godziny wejścia przez internet. To daje ten komfort, iż wchodzimy na peron bocznym wejściem z pominięciem kolejki do kasy, tyle że jesteśmy przywiązani do konkretnej godziny. Są jeszcze na terenie Zakopanego (np. na Krupówkach) automatyczne kasy biletowe, w których również można kupić bilety. No i największy hardcore, czyli kolejka do kasy w Kuźnicach. Dzisiaj (poza sezonem) staliśmy w kolejce od dolnych schodów do kasy ponad 2 godziny. Ma to swoje plusy ... można na spokojnie zjeść lody, poopalać się stojąc, poznać ciekawych ludzi z ekipy kolejkowiczów, posłuchać różnych rad życiowych czy też czarnego humoru związanego ze staniem w owej kolejce. Dlaczego zatem tyle się w niej stoi, mimo że uruchomione są dwa okienka kasowe a wagon zabiera 30 osób na górę co 10 minut ? Ano dlatego, że do jednego wagonika w sezonie letnim zabierają wspomniane 30 osób (dlaczego w sezonie zimowym mogą zabierać 60 osób ? nie wiem.) i rozkłada się to tak, że 10 osób wchodzi z kolejki klasycznej, a 20 osób jest uprzywilejowanych z powodu posiadania różnych rezerwacji, które nabyli wcześniej i chyba właśnie za to PLK wychodzi im na przeciw. Do tego kolonie, grupy zorganizowane i robi się długie kiblowanie pod słońcem. Masakra. I nie łagodzi tego miły głos Karpiela Bułecki, który przez głośniki słusznie opowiada nam o tym żeby nie śmiecić i nie schodzić z wyznaczonych szlaków. Ale przyjęliśmy to dzielnie na klatę i przyjechał upragniony wagonik. W wagoniku również towarzyszy nam głos wokalisty Future Folk opowiadając nam o tym co widzimy z okien wagonika, oraz wyjaśniając dlaczego w połowie drogi trzeba się przesiadać do innego wagonika. (wiedzieliście ?). Na samej górze w sklepie Kasprowego Wierchu można kupić płytę Future Folk z autografem. Taki bonus. Jedziemy zatem na szczyt... Widok z wagonika kolejki linowej na Kasprowy Wierch. W dole stacja Kuźnice. Tatrzański Park Narodowy z okienka kolejki na Kasprowy Wierch Widoki są oczywiście przepiękne (pod warunkiem, że jest odpowiednia pogoda). Podróż kolejką trwa 15 minut. Odpowiednio wcześniej warto zajrzeć na stronę by sprawdzić pogodę jaka nas czeka na Kasprowym (a może się znacznie różnić od tego co w centrum Zakopanego widzimy i czujemy). Żeby nie być Januszem ubierzmy wygodne buty (nie muszą być to profesjonalne buty trekkingowe) no chyba, że planujemy wjechać, coś zjeść, zrobić pstryk i powrót. Ale jeżeli już chcemy przejść chociażby 100 metrów czerwonym szlakiem na Świnicę aby choć trochę zmienić sobie perspektywę to przynajmniej adidaski jakieś warto mieć na stopach. Po kamieniach się idzie, ot co. Jeżeli kupiliśmy bilet w dwie strony, to na przebywanie na górze mamy 1 godzinę i 40 minut po czym musimy wracać (godzina powrotu figuruje na bilecie). To wystarczy aby spacerkiem faktycznie pójść sobie kawałek czerwonym szlakiem. Po co ? Ot chociażby dla takich widoków. Fragment czerwonego szlaku z Kasprowego na Świnicę Widok ze szlaku na Świnicę na górną stację kolejki linowej na Kasprowym Wierchu Takie widoki gwarantuje nam dobra pogoda na Kasprowym z pobliskiego czerwonego szlaku Czerwony szlak na Świnicę. Fragment do przejścia podczas pobytu na Kasprowym Jak widzicie jest w tym wszystkim sens :-) a walory estetyczne najwyższej klasy. Do zakochania od pierwszego wejrzenia. Od razu chce się iść dalej i dalej i dalej... a tu zbliża się czas wagonika powrotnego (chyba, że ktoś chce zejść pieszo - sporo osób wybiera ten wariant). Oczywiście punktem obowiązkowym jest wizyta w najwyżej położonej restauracji w Polsce. Jest ona zlokalizowana w budynku z peronem kolejki. Na poziomie -1 mamy toalety (bezpłatne !), na poziomie 0 kasę i salę jadalną, i jeszcze możemy wejść na +1 gdzie również mamy stoliki. Najwyżej położona restauracja w Polsce na Kasprowym Wierchu W restauracji pachnie dobrą kuchnią. Na ladzie wyłożone są apetycznie wyglądające ciasta (szarlotki, serniki, itp.) Jedzenie kupuje się na wagę. 100 gram kosztuje 6,50 zł (czerwiec 2019) więc ani mało, ani dużo. My wciągnęliśmy na spółkę talerz frytek i do tego klopsiki plus mały browarek. Zapłaciliśmy niecałe 40 zł. Chyba na Krupówkach taniej nie jest więc spoko, tym bardziej że smacznie. Nadszedł czas powrotu. Kolejka do kolejki nieduża. Na górnej stacji nie ma już podziału na priorytety. Wszyscy po kolei wchodzą na peron. Można jeszcze przed powrotem zahaczyć o sklep z pamiątkami, ubraniami, gadżetami z Kasprowego. Bardzo dobrej jakości rzeczy w przyzwoitych cenach. Przykładowo za naprawdę fajną bluzę trzeba zapłacić 169 zł. To dobra cena. Made in Poland of kors. Nie chińszczyzna. I koniec wycieczki Proszę Państwa ;-) Po zjechaniu na dół w zależności od wcześniej wybranej opcji dotarcia idziemy lub jedziemy do ronda Jana Pawła II i dalej... Według nas atrakcja na wielki plus. Każdy powinien koniecznie tam wjechać, nawet gdy nie ma smykałki do chodzenia po górach. Kasprowy może sprawić, że bardzo Wam się zachce. Naprawdę. Mamy nadzieję, że trochę pomogliśmy zaplanować fajny dzień. Lajkujcie, udostępniajcie :-) Pozdrawiamy serdecznie, Cepry w Zakopanem Follow my blog with Bloglovin

wejscie na kasprowy z dzieckiem